Patrzę wysoko – widzę szeroko ;-)

Pająki które od maja całkiem nieźle się zadomowiły na serwerze wygonione więc można znowu pisać 😉
Tak dużo się zdarzyło od 1 maja, że ciężko mi wybrać od czego by tu zacząć…
Dobra, to może od czegoś nowego czyli machiny śledzącej gwiazdy i szerokich kadrów nieba.
Już ładny kawał czasu temu znalazłem w Internecie bardzo ciekawy projekt o nazwie OpenAstroTracker. Tworzy go obecnie kilku niezłych zapaleńców z olbrzymią wiedzą na temat projektowania 3D, programowania i astrofotografii. Po wczytaniu się w szczegóły postanowiłem wydrukować i złożyć do kupy maszynkę.
Poszło na to prawie 2kg plastiku i kupa elektroniki, śrubek, nakrętek i innego badziewia ale efekt końcowy powalił mnie na kolana 😉
Oto on, OpenAstoTracker:

Wyposażyłem maszynerię we wszystkie dostępne dodatki. Ma toto:

  • Dodatkowe silniki AZ/Alt dające możliwość przesuwania całego trackera w osi góra-dół/lewo-prawo
  • GPS
  • cyfrową poziomicę
  • lunetkę guidującą z dodatkową kamerą
  • uchwyt do lasera

Standardowo tracker kompensuje ruch obrotowy Ziemi czyli „śledzi gwiazdy”. Dzięki sterownikowi z LCD i przyciskami można używać systemu GOTO czyli automatycznego odnajdywania obiektów na niebie, ustawiać bardzo dokładnie tracker na Gwiazdę Polarną (kluczowa sprawa w astrofotografii), kalibrować prędkość i wiele innych funkcji.
Wspaniałe jest też to, że można podpiąć całość do komputera i dzięki sterownikowi w standardzie ASCOM używać guidingu (prowadzenia), korzystać z np. Stellarium jako bazy obiektów i każdego innego programu do astro 🙂
Krótko mówiąc – maszyna marzeń 🙂

Tak wygląda tracker w ruchu:

Po budowie przyszedł czas na testy. Oczywiście marudziłem jak prawdziwy bombelek na pogodę, na zaświetlone niebo, niewdzięczność ludzką itp.
Długo nie musiałem czekać, bo moja MałaŻonka postanowiła (jak zawsze) zrobić mi mega niespodziankę i ogłosiła, że zabiera mnie w Bieszczady pod najciemniejsze niebo w tym kraju! 😀
Pozostało tylko ojojoczyć pogodę (ojojojojoj – żeby tylko było bezchmurnie) i ruszyć w 6-cio godzinną drogę na koniec świata.

Po dojechaniu do Górzanki achom i ochom nie było końca! Niebo błękitne, powietrze kryształowe a noc… Tego nie da się opisać! We wsi o 22 gasną wszystkie 5 latarni i się zaczyna!
Ciemno jak już nie powiem gdzie 😉 Droga mleczna od horyzontu do horyzontu! Gwiazdy aż się wylewają z nieba! Istne szaleństwo.
Po rozstawieniu trackera na pierwszy ogień poszedł Pelikan i Droga Mleczna w zenicie.
90 sekund prowadzenia dla trackera to pestka (i to bez guidingu) Pojedyncze klatki z ZEROWYM zanieczyszczeniem światłem! Po prostu gwiazdy i mgławice. Efekt był taki:

Szczęka mi opadła bo takiego czegoś jeszcze nie udało mi się nigdy uzyskać.
Tak wygląda opis foty i widocznych obiektów:

Teraz mała ciekawostka. Poniżej to samo zdjęcie na którym zaznaczone są na niebiesko odkryte i skatalogowane galaktyki:

Napisać, że jest ich dużo to chyba będzie mocno za mało 😉 Ale ciekawostką jest to, ile „zasłania” pył i gaz ramienia Drogi Mlecznej. Jak widać w pasie Drogi praktycznie nic nie ma! Tzn. jest na pewno tylko my ich nie widzimy.

Kolejnym obiektem Bieszczadzkim był słynny Veil czyli pozostałość po wybuchu supernowej:

Potem przyszedł czas na lekkie zbliżenia czyli zwiększenie ogniskowej aparatu do 70mm i uruchomienie guidingu.
Teraz mogłem robić klatki po 180 a nawet 300 sekund każda.

Pelikan:

Serce i Dusza:

Na koniec szybka sesja dwóch galaktyk – M31 i M33

Wszystkie zdjęcia zrobiłem zwykłym Nikonem D7200 bez żadnych astro-modyfikacji i filtrów.
Jak widać tracker spisuje się znakomicie i już wiem, że będzie znakomitym uzupełnieniem do dużego montażu i refraktora.
Co do Bieszczad to już wiem na pewno, że mimo odległości będę tam częściej wracał 🙂

Share Button

1 myśl na “Patrzę wysoko – widzę szeroko ;-)”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *